Amerykański think-tank Instytut Studiów nad Wojną ostrzega, że Rosja może w najbliższym czasie przeprowadzić ograniczoną operację zbrojną wymierzoną w jedno z państw NATO. Celem takiego działania nie byłaby klasyczna wojna, lecz sparaliżowanie procesu decyzyjnego Sojuszu i podważenie znaczenia artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Najbardziej narażone na taki scenariusz mają być kraje bałtyckie – Estonia, Łotwa oraz Litwa.
- Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ostrzega przed możliwym ograniczonym atakiem Rosji na jedno z państw NATO, mającym na celu przetestowanie reakcji Sojuszu.
- Analitycy wskazują, że zamiast pełnoskalowej ofensywy Moskwa mogłaby wybrać uderzenie rakietowe, atak dronów albo naruszenie granicy przez niewielkie oddziały lądowe.
- Szef CIA John Ratcliffe miał w tym tygodniu osobiście przekazać ostrzeżenie stronie rosyjskiej podczas wizyty w Moskwie.
- Kreml zaprzecza jakimkolwiek planom agresji, jednak eksperci porównują tę narrację do zaprzeczeń poprzedzających atak na Ukrainę w 2021 i 2022 roku.
- Politycy krajów bałtyckich apelują o czujność, choć podkreślają, że przy ich granicach nie widać na razie koncentracji rosyjskich wojsk.
Co planuje Kreml zamiast wojny na pełną skalę?
Z raportu ISW wynika, że Władimir Putin niekoniecznie dąży do otwartego konfliktu z Zachodem na wzór tego, jaki toczy się w Ukrainie. W praktyce oznacza to, że Rosja mogłaby postawić na działanie znacznie mniej spektakularne, ale za to trudniejsze do jednoznacznej kwalifikacji prawnej i politycznej.
Analitycy wymieniają kilka wariantów, jakie brane są pod uwagę. Może chodzić o pojedyncze uderzenie rakietowe, atak z użyciem dronów albo krótkotrwałe naruszenie granicy przez niewielki oddział wojsk lądowych. Tego typu incydent, choć ograniczony terytorialnie i czasowo, miałby wywołać znacznie poważniejsze konsekwencje polityczne niż militarne.
Dlaczego akurat kraje bałtyckie?
Według ekspertów ISW to właśnie Estonia, Łotwa oraz Litwa znajdują się obecnie w największej strefie ryzyka. Państwa te graniczą bezpośrednio z Rosją i Białorusią, mają relatywnie niewielkie terytorium oraz ograniczone zasoby obronne w porównaniu z większymi członkami Sojuszu.
Co istotne, chodzi nie tyle o zdolność do faktycznego zajęcia terytorium, ile o wywołanie sytuacji, w której państwa NATO staną przed trudnym pytaniem, jak zareagować. Sam fakt braku jednomyślności wśród sojuszników mógłby, zdaniem analityków, wystarczyć do osiągnięcia celu Kremla.
Na czym polega gra o artykuł 5?
Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego to fundament całego Sojuszu. Mówi on, że atak na jednego członka NATO traktowany jest jak atak na wszystkich. Jednak w praktyce jego zastosowanie wymaga zgody wszystkich państw członkowskich, co przy incydencie o ograniczonym charakterze może okazać się trudne do osiągnięcia.
Instytut Studiów nad Wojną ocenia, że właśnie na tym miałaby polegać strategia Moskwy. Wystarczyłby jeden incydent, po którym sojusznicy nie zdołaliby dojść do porozumienia co do wspólnej reakcji. Taki scenariusz oznaczałby poważne osłabienie wiarygodności gwarancji bezpieczeństwa NATO, i to bez konieczności angażowania się w szerszy konflikt zbrojny.
Wydaje się, że Kreml celowo wprowadza niejasność co do swoich zamiarów dotyczących ewentualnego ataku na NATO, prawdopodobnie po to, by zasiać strach i sparaliżować zdolność Sojuszu do podejmowania decyzji w sprawie samoobrony, a także aby powstrzymać go przed dalszymi dostawami broni na Ukrainę – ocenił Instytut Studiów nad Wojną.
Co przekazał szef CIA w Moskwie?
Sprawa nabrała szczególnego znaczenia po wizycie Johna Ratcliffe’a, szefa amerykańskiego wywiadu, w stolicy Rosji. Miał on w tym tygodniu spotkać się z Siergiejem Naryszkinem, kierującym Służbą Wywiadu Zagranicznego, a także z przedstawicielami Federalnej Służby Bezpieczeństwa.
Sam charakter tej podróży, jej termin oraz pośpiech, z jakim została zorganizowana, sugerują zdaniem analityków ISW, że administracja w Waszyngtonie dysponuje konkretnymi danymi wskazującymi na zagrożenie mogące zmaterializować się w niedługim czasie. Innymi słowy, ostrzeżenie miało zostać przekazane stronie rosyjskiej bezpośrednio, twarzą w twarz.
Jak reaguje Kreml, a jak kraje bałtyckie?
Rosja odrzuca wszelkie zarzuty dotyczące rzekomych planów agresji wobec NATO. Z drugiej strony eksperci ISW zwracają uwagę, że taka reakcja wpisuje się w znany już schemat działania Moskwy. Podobne zaprzeczenia pojawiały się na przełomie 2021 i 2022 roku, tuż przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę, kiedy władze rosyjskie konsekwentnie negowały jakiekolwiek przygotowania do ataku.
Warto jednak podkreślić, że politycy z Estonii, Łotwy oraz Litwy apelują o traktowanie ostrzeżeń z pełną powagą, jednocześnie zaznaczając, że na razie przy ich granicach nie zaobserwowano gromadzenia rosyjskich sił zbrojnych. W praktyce oznacza to stan podwyższonej czujności, ale bez paniki i bez konkretnych sygnałów o nadchodzącej operacji wojskowej.
| Element sytuacji | Opis |
|---|---|
| Zagrożone kraje | Estonia, Łotwa, Litwa |
| Możliwa forma ataku | Uderzenie rakietowe, atak dronów, naruszenie granicy przez oddziały lądowe |
| Cel operacji według ISW | Sparaliżowanie decyzji NATO w sprawie artykułu 5 |
Sytuacja pozostaje dynamiczna, a kolejne dni mogą przynieść nowe informacje ze strony amerykańskiego wywiadu oraz reakcje ze strony samego Sojuszu. Z pewnością temat będzie wracał w kontekście najbliższych rozmów na poziomie NATO, zwłaszcza że administracja Donalda Trumpa już wcześniej odnosiła się do kwestii ewentualnego ataku Rosji na państwa członkowskie.
Źródło: businessinsider.com.pl

