Cyberatak na systemy MyDr wywołał lawinę obaw wśród pacjentów w całym kraju. Do milionów osób trafiają wiadomości o potencjalnym naruszeniu ich danych osobowych i medycznych. Sprawdzamy, co to oznacza dla poszkodowanych i jakie kroki można podjąć, by ubiegać się o odszkodowanie.
- Skala incydentu może objąć nawet 18,8 mln osób i ponad 12 tys. placówek medycznych.
- Pacjenci otrzymują powiadomienia e-mailowe lub SMS-owe o możliwym wykorzystaniu ich danych do zaciągania kredytów i innych zobowiązań finansowych.
- Do rozpoczęcia starań o odszkodowanie nie trzeba czekać na realne straty finansowe – wystarczy samo naruszenie danych.
- Sprawa dotyczy systemów MyDr, które przetwarzają wrażliwe dane medyczne i numery PESEL.
Ogromna skala wycieku danych
Informacje o naruszeniu bezpieczeństwa danych w systemach MyDr szybko obiegły całą Polskę. Pacjenci z różnych regionów kraju zgłaszają, że na ich skrzynki mailowe i telefony trafiają wiadomości z ostrzeżeniami. Wynika z nich, że cyberatak mógł narazić na szwank ich dane osobowe oraz medyczne.
Co ważne, skala zdarzenia jest naprawdę duża. Szacuje się, że incydent może dotyczyć nawet 18,8 mln osób. Dodatkowo problem obejmuje ponad 12 tys. placówek medycznych, które korzystały z systemów MyDr. To oznacza, że w praktyce zagrożona może być znaczna część pacjentów w Polsce.
Jakie dane mogły wyciec
W wiadomościach kierowanych do pacjentów pojawiają się konkretne ostrzeżenia. Przede wszystkim mowa o tym, że dane mogą zostać wykorzystane do zaciągania kredytów lub innych zobowiązań finansowych. To sygnał, że przestępcy mogli wejść w posiadanie numerów PESEL oraz wrażliwych informacji medycznych.
W praktyce tego typu dane są łakomym kąskiem dla oszustów. Numer PESEL w połączeniu z danymi osobowymi pozwala na podejmowanie prób wyłudzeń w instytucjach finansowych. Pacjenci obawiają się więc nie tylko utraty prywatności, ale także realnych strat pieniężnych.
Odszkodowanie bez czekania na straty
Wiele osób zastanawia się, czy można ubiegać się o odszkodowanie od razu po otrzymaniu powiadomienia o naruszeniu. Odpowiedź brzmi: tak. Nie trzeba czekać, aż ktoś faktycznie zaciągnie kredyt na nasze dane lub doprowadzi do innych szkód finansowych.
Podstawą do roszczeń jest samo naruszenie ochrony danych osobowych. Zgodnie z przepisami RODO, osoba, która poniosła szkodę majątkową lub niemajątkową w wyniku naruszenia, może domagać się odszkodowania od administratora danych. Wystarczy wykazać, że doszło do naruszenia i że wiąże się ono z ryzykiem negatywnych konsekwencji.
Do rozpoczęcia starań o odszkodowanie nie trzeba czekać na realne straty finansowe – wystarczy samo naruszenie danych.
Co robić po otrzymaniu wiadomości
Eksperci radzą, by nie ignorować powiadomień. Pierwszym krokiem powinno być dokładne przeczytanie treści wiadomości i sprawdzenie, jakich danych dotyczy naruszenie. Następnie warto zachować wszelką korespondencję jako dowód w sprawie.
Dobrym pomysłem jest także monitorowanie swojej aktywności kredytowej. Można skorzystać z usług biur informacji gospodarczej, które pomagają śledzić zapytania o nasze dane. Jeśli pojawią się jakiekolwiek podejrzane operacje, należy jak najszybciej zgłosić sprawę odpowiednim instytucjom.
Prawa pacjentów po cyberataku
Pacjenci, których dane mogły wyciec, mają konkretne prawa. Przede wszystkim mogą żądać od administratora danych szczegółowych informacji o incydencie. Mają też prawo do zgłoszenia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
W przypadku poważnych naruszeń można również rozważyć dochodzenie roszczeń na drodze sądowej. W praktyce coraz więcej kancelarii prawnych specjalizuje się w tego typu sprawach i oferuje pomoc w przygotowaniu pozwów zbiorowych lub indywidualnych.

