Ministerstwo Finansów szykuje od 2027 roku poważną przebudowę zasad rozliczania ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Limit przychodów uprawniający do korzystania z tej formy opodatkowania ma zostać zmniejszony z 2 mln euro do zaledwie 250 tys. euro. Nowe przepisy mogą szczególnie mocno dotknąć firmy działające na dużych obrotach przy niskiej marży.
- Rząd planuje od 1 stycznia 2027 roku obniżyć limit przychodów uprawniający do ryczałtu z 2 mln euro do 250 tys. euro.
- Po przekroczeniu 300 tys. euro przychodu w trakcie roku nadwyżka ma zostać opodatkowana stawką 17 proc., bez względu na dotychczasową stawkę właściwą dla danej działalności.
- Zmiany są częścią szerszego pakietu podatkowego przygotowanego przez Ministerstwo Finansów, obejmującego również PIT i CIT.
- Nowe przepisy mogą uderzyć przede wszystkim w firmy o wysokim obrocie, ale niewielkiej rentowności, dla których granica przychodowa nie odzwierciedla realnej kondycji finansowej.
- Wejście w życie nowych zasad zależy od przebiegu procesu legislacyjnego, choć rząd wskazuje datę 1 stycznia 2027 roku jako docelową.
Co się zmieni w ryczałcie od 2027 roku?
Reforma, którą przygotowuje Ministerstwo Finansów, nie ogranicza się wyłącznie do ryczałtu. Pakiet zmian ma objąć też PIT oraz CIT i, jak zapowiadają urzędnicy, część podatników rozliczających się na zasadach ogólnych może na tym zyskać. Z drugiej strony wielu przedsiębiorców korzystających dotąd z uproszczonej formy rozliczeń odczuje to jako wyraźne zaostrzenie zasad.
Najbardziej odczuwalna zmiana dotyczy właśnie progu przychodów. Obecnie z ryczałtu mogą korzystać firmy osiągające do 2 mln euro przychodu rocznie. Po planowanej nowelizacji próg ten ma spaść aż ośmiokrotnie, do poziomu 250 tys. euro. W praktyce oznacza to, że grono firm uprawnionych do tej formy opodatkowania znacząco się skurczy.
Co istotne, na tym nie koniec zmian. Rząd chce również wprowadzić dodatkowy próg na poziomie 300 tys. euro przychodu osiągniętego w ciągu roku. Wszystko, co firma zarobi ponad tę kwotę, ma zostać opodatkowane stawką 17 proc., niezależnie od tego, jaka stawka ryczałtu obowiązywała wcześniej dla danego rodzaju działalności.
Dlaczego wysoki obrót może być pułapką?
Warto jednak zwrócić uwagę na mechanizm, który w tej reformie budzi najwięcej wątpliwości wśród przedsiębiorców. Chodzi o to, że nowe przepisy opierają się na przychodzie, a nie na zysku firmy. To rozróżnienie ma ogromne znaczenie praktyczne.
Można to zilustrować na przykładzie dwóch firm, które osiągają identyczny przychód, powiedzmy 2 mln zł rocznie, a mimo to funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości finansowej. Pierwsza z nich sprzedaje głównie własną pracę i wiedzę, więc większość tego przychodu zamienia się w realny zysk. Druga zajmuje się na przykład handlem czy dystrybucją towarów, przez co przez jej księgowość przewijają się miliony złotych, ale po odliczeniu kosztów zakupu towaru, transportu, wynagrodzeń i innych wydatków zostaje jej stosunkowo niewiele.
Dla gospodarki to dwa zupełnie odmienne modele biznesowe. Jednak w świetle nowych przepisów proponowanych przez rząd mogą one zostać potraktowane identycznie, bo liczy się wyłącznie wysokość przychodu, a nie to, ile z niego faktycznie trafia do kieszeni przedsiębiorcy.
Limit przychodów pozwalający korzystać z ryczałtu ma spaść z 2 mln euro do 250 tys. euro, a po przekroczeniu 300 tys. euro przychodu w ciągu roku nadwyżka ma zostać objęta stawką 17 proc., niezależnie od stawki właściwej dla danej działalności.
Kogo najbardziej dotkną nowe zasady?
W praktyce najdotkliwiej nowe regulacje mogą odczuć branże działające na niskich marżach, ale przy dużym obrocie. Mowa tu między innymi o firmach handlowych, dystrybutorach czy niektórych usługach transportowych, gdzie skala przychodów jest naturalnie wysoka, a rentowność stosunkowo niska.
Z drugiej strony przedsiębiorcy świadczący usługi oparte głównie na własnej pracy, na przykład specjaliści IT czy konsultanci, mogą w niektórych przypadkach lepiej odnaleźć się w nowym systemie, ponieważ ich przychód często bardziej odpowiada realnemu zyskowi.
W zależności od modelu działalności skutki reformy mogą więc wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego eksperci podatkowi zwracają uwagę, że warto już teraz przeanalizować własną sytuację finansową i sprawdzić, jak nowe progi wpłyną na konkretną firmę, zamiast czekać na ostateczny kształt przepisów tuż przed ich wejściem w życie.
Kiedy poznamy ostateczny kształt przepisów?
Na razie mowa o projekcie, który musi przejść pełną ścieżkę legislacyjną, zanim trafi do faktycznego wdrożenia. Rząd zakłada, że nowe zasady zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2027 roku, jednak ostateczny kształt regulacji może się jeszcze zmienić w toku konsultacji i prac parlamentarnych.
Dla wielu przedsiębiorców oznacza to okres niepewności. Z jednej strony do wejścia w życie zmian zostało jeszcze sporo czasu, z drugiej strony decyzje biznesowe, takie jak wybór formy opodatkowania na kolejne lata, często trzeba podejmować z dużym wyprzedzeniem. Warto zatem na bieżąco śledzić postępy prac nad ustawą i sprawdzać, jak kolejne wersje projektu wpływają na sytuację konkretnej branży.

