Prezydent Argentyny Javier Milei zapowiedział wprowadzenie sankcji gospodarczych wobec firm naftowych, które zamierzają wydobywać ropę u wybrzeży Falklandów. Argentyński przywódca twierdzi, że sytuacja międzynarodowa sprzyja teraz roszczeniom jego kraju wobec archipelagu, tym bardziej że Stany Zjednoczone mogą zrewidować dotychczasową neutralność w tym sporze. Napięcia między Buenos Aires a Londynem sięgają czasów wojny sprzed ponad 40 lat i wciąż nie wygasły.
- Javier Milei ogłosił plan wprowadzenia ustawy sankcyjnej wymierzonej w spółki naftowe działające przy złożu Sea Lion, położonym około 130 mil od Falklandów.
- Złoże to ma zawierać szacunkowo 1,7 miliarda baryłek ropy, a prace eksploracyjne mają tam rozpocząć brytyjski Rockhopper Exploration oraz izraelski Navitas Petroleum w ciągu najbliższych dwóch lat.
- Prezydent USA Donald Trump w rozmowie z GB News stwierdził, że Wielka Brytania nie pomogła mu podczas konfliktu z Iranem, co część komentatorów odczytuje jako sygnał chłodniejszych relacji Waszyngtonu z Londynem w sprawie Falklandów.
- Milei zapowiedział również budowę bazy morskiej w Ziemi Ognistej i określił Wielką Brytanię jako kraj w fazie schyłkowej.
- W referendum z 2013 roku mieszkańcy Falklandów niemal jednogłośnie opowiedzieli się za pozostaniem brytyjskim terytorium zamorskim, z wynikiem 99,8 procent głosów za.
Co dokładnie zapowiedział Milei?
Podczas przemówienia do narodu, otoczony członkami swojego gabinetu w pałacu prezydenckim, Milei powtórzył stanowisko, że Falklandy są „historycznie i prawnie” argentyńskie. Tym razem jednak poszedł o krok dalej niż w dotychczasowej retoryce, zapowiadając konkretny projekt ustawy, który trafi pod obrady argentyńskiego parlamentu.
Nowe przepisy miałyby wprowadzić sankcje wobec firm energetycznych planujących rozpoczęcie wydobycia ropy w rejonie archipelagu. W praktyce oznacza to, że Argentyna chce uderzyć bezpośrednio w interesy Rockhopper Exploration i Navitas Petroleum, zanim te zdążą uruchomić eksploatację złoża Sea Lion.
Jeśli nie zadziałamy szybko, w ciągu kilku miesięcy będą mieli realną możliwość dostępu do ropy leżącej pod naszym morzem, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło – powiedział Milei.
Warto podkreślić, że Argentyna dysponuje już przepisami pozwalającymi ograniczać działalność firm naftowych uczestniczących w projektach uznawanych przez Buenos Aires za nielegalne na wyspach. Nie wiadomo jednak jeszcze, w jaki sposób nowe sankcje miałyby zostać nałożone ani jak bardzo zaostrzą dotychczasowe regulacje.
Dlaczego złoże Sea Lion budzi taki niepokój?
Sea Lion, oddalone od Falklandów o mniej więcej 130 mil, kryje w sobie zasoby szacowane na 1,7 miliarda baryłek ropy. To liczba, która w oczach Milei czyni to złoże realnym zagrożeniem dla argentyńskich interesów, a nie tylko sporem politycznym o symboliczny charakter.
Prezydent nazwał projekt „wyraźnym i bieżącym zagrożeniem”, co pokazuje, jak poważnie Buenos Aires traktuje plany dwóch firm rozpoczynające prace eksploracyjne w ciągu najbliższych dwóch lat. Z drugiej strony brytyjski rząd konsekwentnie podkreśla, że mieszkańcy Falklandów mają prawo samodzielnie decydować o swojej przyszłości, będąc obywatelami brytyjskimi.
Czy stanowisko USA się zmienia?
Sprawa nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście wypowiedzi Donalda Trumpa. Zapytany w wywiadzie dla GB News, czy Stany Zjednoczone przyjdą Wielkiej Brytanii z pomocą w ewentualnym sporze terytorialnym, amerykański prezydent odpowiedział, że Londyn „nie był przy nim”, gdy USA prowadziły wojnę z Iranem.
Co istotne, Trump wcześniej sugerował już, że Stany Zjednoczone mogłyby zrewidować swoją neutralną pozycję wobec suwerenności wysp, jeśli Wielka Brytania nie zwiększy wydatków na obronność. Milei odczytuje te sygnały jako potwierdzenie, że globalny układ sił zaczyna sprzyjać argentyńskim roszczeniom.
Sam argentyński prezydent stwierdził, że Trump i jego administracja „przeanalizowują swoje historyczne stanowisko” w kwestii Falklandów, które w Argentynie nazywane są Malwinami. Dodał przy tym, że nie są to puste słowa, ponieważ Waszyngton traktuje Argentynę jako wiarygodnego partnera na dekady, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, którą określił mianem kraju znajdującego się w fazie schyłkowej.
Na kilka godzin przed przemówieniem Milei, Sarah Rogers, wysoka rangą urzędniczka amerykańskiego Departamentu Stanu, opublikowała zdjęcie z argentyńskim prezydentem z podpisem sugerującym, że na półkuli zachodniej dzieją się „ekscytujące rzeczy”. Taki gest, choć nieformalny, mógł zostać odczytany w Buenos Aires jako kolejny sygnał przychylności ze strony Waszyngtonu.
Co mówi historia tego sporu?
Konflikt o Falklandy sięga 1982 roku, kiedy argentyńskie wojska wylądowały na wyspach, by zgłosić roszczenia terytorialne. Doprowadziło to do 74-dniowej wojny, w której brytyjskie siły zbrojne wyparły Argentyńczyków z archipelagu. W trakcie walk zginęło 255 brytyjskich żołnierzy, trzech mieszkańców wysp oraz 649 argentyńskich żołnierzy.
Od tamtego czasu spór nigdy nie został ostatecznie rozstrzygnięty, a napięcia odżywają regularnie, także poza polityką. Przykładem może być gest argentyńskich piłkarzy, którzy po zwycięstwie nad reprezentacją Anglii na mistrzostwach świata świętowali z banerem popierającym roszczenia terytorialne swojego kraju.
W 2013 roku mieszkańcy Falklandów wypowiedzieli się w referendum niemal jednomyślnie za pozostaniem brytyjskim terytorium zamorskim. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 99,8 procent głosujących, a przeciw zaledwie trzy osoby. Wynik ten od lat stanowi mocny argument strony brytyjskiej w międzynarodowej debacie o przyszłości archipelagu.
BBC News zwróciło się do brytyjskiego rządu o komentarz w sprawie najnowszych zapowiedzi Milei. W praktyce można się spodziewać, że Londyn podtrzyma dotychczasowe stanowisko, według którego mieszkańcy Falklandów sami decydują o swoim losie jako obywatele brytyjscy.

