Sztuczna inteligencja przekroczyła kolejną granicę możliwości i to w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Nie chodzi już o odpowiadanie na pytania czy generowanie pojedynczych treści, ale o przejmowanie całych zadań w firmie, od odzyskiwania klientów po budowanie własnych narzędzi bez linijki kodu. Mackenzie Truman, autorka książki The Wolf Is at The Door, pokazuje siedem konkretnych zastosowań, które jeszcze niedawno były niepewne lub praktycznie niemożliwe do wykonania.
- AI potrafi teraz obsługiwać oprogramowanie, działać w tle oraz kierować innymi systemami sztucznej inteligencji.
- Modele językowe budują funkcjonujące aplikacje na podstawie zwykłego opisu w języku naturalnym, bez udziału programisty.
- Według analizy Intuit QuickBooks 78 proc. małych i średnich firm korzystających z AI zauważyło wzrost produktywności, a 43 proc. odnotowało wzrost przychodów.
- Nowa przewaga konkurencyjna nie polega na kolejnym promptowaniu, lecz na decyzji, które zadania warto oddać maszynie w całości.
- Jednoosobowe firmy mogą zacząć od jednego kosztownego wąskiego gardła i stopniowo budować wokół niego zespół złożony z agentów AI.
Koniec ery pojedynczych promptów
Do tej pory praca z AI polegała głównie na zadawaniu pytań i czekaniu na gotową odpowiedź. Truman zwraca uwagę, że ten model współpracy się zmienił. Obecnie wystarczy jedno zlecenie, żeby uruchomić cały łańcuch działań, badanie tematu, podejmowanie decyzji, operacje w oprogramowaniu oraz automatyczne działania następcze w kilku systemach jednocześnie.
W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca prowadzący firmę samodzielnie może przekazać AI nie tylko zadanie, ale również cel oraz kontekst, w jakim ten cel ma zostać zrealizowany. Maszyna sama decyduje, jakie kroki są potrzebne, żeby dojść do oczekiwanego rezultatu.
Siedem nowych zdolności AI
Autorka artykułu demonstruje siedem konkretnych scenariuszy, w których AI przejęła odpowiedzialność za cały proces, a nie tylko jego fragment. Wśród nich znalazło się odzyskiwanie utraconych klientów, obsługa narzędzi działających w przeglądarce, budowanie oprogramowania rozwiązującego jeden konkretny problem oraz łączenie kilku wyspecjalizowanych agentów w jeden zespół roboczy.
Co istotne, każdy z tych przykładów pokazuje inny etap pracy firmy. Jeden agent zajmuje się researchem, kolejny buduje narzędzie, inny prowadzi komunikację z klientem, a jeszcze inny na bieżąco monitoruje wyniki finansowe. Taki podział pracy przypomina działanie prawdziwego zespołu, mimo że cała firma to jedna osoba.
Delegowanie jako nowa kompetencja
W swojej książce The Wolf Is at The Door Truman wskazywała delegowanie zadań do AI, a nie samo gromadzenie narzędzi, jako jedną z kompetencji, która zdecyduje o tym, kto najszybciej dostosuje się do zmian na rynku pracy. Wtedy delegowanie oznaczało głównie zlecanie pojedynczych treści do wygenerowania.
Teraz jedno zapytanie może uruchomić badanie tematu, podjęcie decyzji, działania w oprogramowaniu oraz działania następcze w kilku systemach naraz.
Z drugiej strony pojawia się pytanie, które narzędzie wybrać jako kolejne. W praktyce ważniejsze staje się ustalenie, które zadania w firmie w ogóle powinny trafić w ręce AI, a które nadal wymagają ludzkiego nadzoru.
Co pokazują dane z rynku?
Analiza przeprowadzona przez Intuit QuickBooks dostarcza konkretnych liczb potwierdzających te obserwacje. Firmy, które faktycznie osiągają wymierne korzyści, wdrażają AI do rzeczywistych procesów roboczych, a nie ograniczają jej roli do odpowiadania na ogólne pytania.
| Wskaźnik | Odsetek firm |
|---|---|
| Wzrost produktywności dzięki AI | 78 proc. |
| Wzrost przychodów dzięki AI | 43 proc. |
Dla osoby prowadzącej jednoosobową działalność takie procesy robocze kryją się właściwie wszędzie, w skrzynce mailowej, w researchu, w follow-upach do klientów, w raportowaniu, w odzyskiwaniu utraconych kontaktów, w tworzeniu treści, a także w wewnętrznej aplikacji, której budowę odkłada się od miesięcy z braku zespołu programistów.
Od czego zacząć wdrażanie AI w małej firmie?
Truman sugeruje, żeby nie próbować od razu oddawać maszynie wszystkich procesów naraz. W wielu przypadkach sprawdza się podejście, w którym najpierw wybiera się jedno konkretne, kosztowne wąskie gardło w firmie, na przykład powtarzalny proces odzyskiwania klientów albo diagnozowanie przyczyn spadku przychodów w danym tygodniu.
Wokół tego jednego celu można zbudować zestaw współpracujących ze sobą agentów, z których każdy odpowiada za inny etap pracy. Warto jednak sprawdzić, jak konkretne narzędzie radzi sobie z danym zadaniem, zanim powierzy mu się bardziej odpowiedzialne procesy biznesowe.
Jak podsumowuje autorka, prawdziwe pytanie, przed którym stoją dziś jednoosobowe firmy, nie brzmi już, jakiego narzędzia spróbować jako kolejnego. Chodzi raczej o to, co dałoby się zbudować, gdyby przedsiębiorca przestał wykonywać wszystkie te zadania samodzielnie.

