Pod koniec czerwca burze nad południową Anglią sparaliżowały pracę lotnisk Heathrow i Gatwick, powodując opóźnienia lub odwołanie niemal 900 lotów. Eksperci z branży lotniczej ostrzegają, że takie sytuacje będą się powtarzać coraz częściej, ponieważ zmiany klimatu sprawiają, że pogoda staje się mniej przewidywalna, a niebo nad Europą coraz bardziej zatłoczone. W grę wchodzą nie tylko opóźnienia, ale też rosnące koszty operacyjne oraz zupełnie nowe zagrożenia, takie jak podnoszący się poziom mórz czy silniejsza turbulencja w czystym powietrzu.
- W czerwcu burze nad Wielką Brytanią doprowadziły do opóźnienia lub odwołania blisko 900 lotów na lotniskach Heathrow i Gatwick, niektóre samoloty czekały na start nawet 11 godzin.
- Eksperci ostrzegają, że przy szczególnie niekorzystnym układzie pogodowym wszystkie londyńskie lotniska mogłyby jednocześnie stracić zdolność do normalnej obsługi ruchu, co groziłoby poważnym kryzysem w powietrzu.
- Turbulencje w czystym powietrzu, niewidoczne na radarach, stają się coraz częstsze, a nad Atlantykiem Północnym ich liczba wzrosła o 55 procent od 1979 roku.
- Podnoszący się poziom mórz zagraża już 269 lotniskom na świecie, a koszt zabezpieczenia ich przed zalaniem może sięgnąć 57 miliardów dolarów.
- Branża lotnicza szacuje, że dodatkowe koszty związane z trudniejszą pogodą, w tym większe zużycie paliwa, prawdopodobnie zostaną przerzucone na pasażerów.
Chaos na niebie w jeden czerwcowy dzień
Był to zwyczajny sobotni dzień szczytu sezonu wakacyjnego, gdy nad południem Anglii i dużą częścią północnej Europy zaczęły piętrzyć się potężne chmury burzowe. Tysiące pasażerów zmierzało w tym czasie na lotniska Heathrow i Gatwick, licząc na sprawny wylot za granicę.
Kontrolerzy ruchu lotniczego mieli jednak coraz większe trudności z prowadzeniem samolotów wokół stref burzowych. Przestrzeń powietrzna szybko się zapchała, a wiele maszyn po prostu utknęło na płycie lotniska, czekając na możliwość startu. Ostatecznie opóźnienie dotknęło około 900 lotów, część pasażerów czekała nawet 11 godzin, a dziesiątki połączeń odwołano całkowicie. Problemy odczuli też podróżni na innych europejskich lotniskach, którzy mieli lecieć do Londynu.
Pogoda w Wielkiej Brytanii już się uspokoiła, a wielu pasażerów zapewne zapomni o tamtym dniu. Część osób z branży lotniczej uważa jednak, że warto potraktować to zdarzenie jako sygnał ostrzegawczy przed tym, co może stać się normą.
Czy Londyn może stracić wszystkie lotniska naraz?
Tim Atkinson, konsultant do spraw ryzyka lotniczego i były pilot, zwraca uwagę, że przestrzeń powietrzna nad Wielką Brytanią i północną Europą jest wyjątkowo zatłoczona, co czyni ten region szczególnie podatnym na zakłócenia. Jego zdaniem istnieje realne ryzyko, że burze mogłyby jednocześnie sparaliżować wszystkie londyńskie lotniska, co miałoby poważne konsekwencje zarówno w powietrzu, jak i na ziemi.
Obserwujemy teraz bardzo szybkie zmiany klimatyczne – mówi Atkinson. Przechodzimy od sytuacji, w której pogoda wyłącza z użycia jedno lotnisko, a system jakoś sobie z tym radzi, do scenariusza, w którym przy bardzo małej przewidywalności możliwa byłaby utrata wszystkich lotnisk Londynu z bieżącej eksploatacji, i to szybko oraz bez wcześniejszego ostrzeżenia.
Taki scenariusz, jego zdaniem, sprawiłby, że czerwcowe zamieszanie wydawałoby się drobnostką. W skrajnym przypadku mogłoby to nawet zagrozić ludzkiemu życiu, gdyby samoloty nadlatujące znad Atlantyku i z licznych tras europejskich musiały jednocześnie szukać miejsca do lądowania, część z nich z malejącymi zapasami paliwa. Prawo lotnicze wymaga wprawdzie, aby maszyny miały na pokładzie paliwo wystarczające na dolot do lotniska zapasowego oraz dodatkowe 30 minut lotu, jednak przy tak dużej skali zakłóceń margines bezpieczeństwa mógłby się szybko skończyć.
Nie wszyscy podzielają jednak te obawy. Andrew Charlton, były menedżer linii lotniczych, który obecnie prowadzi szwajcarską firmę doradczą Aviation Advocacy, uważa to ryzyko za niewielkie.
Zawsze trzeba wyobrazić sobie najgorszy scenariusz – mówi Charlton. Ale musimy też zachować go we właściwym kontekście. Tak, można to sobie wyobrazić, jednak jestem raczej spokojny co do zdolności tej branży do dobrego reagowania i podejmowania trafnych decyzji. Ze wszystkich rzeczy, które budzą mnie o trzeciej nad ranem, ta nie znajduje się na szczycie listy.
Skąd biorą się gwałtowniejsze burze?
Burze powstają w wyniku tak zwanej konwekcji, czyli sytuacji, gdy wilgotne powietrze przy powierzchni ziemi szybko się nagrzewa i unosi do góry. W miarę wznoszenia rozszerza się i stygnie, a niesiona przez nie wilgoć skrapla się, tworząc rozbudowane chmury burzowe. Im więcej ciepła, tym więcej energii konwekcyjnej, a to sprzyja niestabilności atmosfery.
Co istotne, na każdy stopień ocieplenia Ziemi atmosfera może zatrzymać około 7 procent więcej wilgoci, co zwiększa prawdopodobieństwo intensywnych opadów. Nie jest jednak jasne, czy przełoży się to na wzrost liczby burz nad Wielką Brytanią i Europą, ponieważ w grę wchodzi zbyt wiele zmiennych poza samą energią i wilgotnością. W niektórych regionach świata burz może być nawet mniej.
Z drugiej strony badania wskazują, że wyższe szerokości geograficzne, zwłaszcza na półkuli północnej, odnotują największy wzrost warunków sprzyjających powstawaniu burz, a te które wystąpią, mogą być gwałtowniejsze. Brytyjski instytut meteorologiczny Met Office ujął to w ten sposób: choć całkowita liczba burz może nie wzrosnąć, te które wystąpią, mogą być znacznie bardziej dotkliwe.
Piloci w miarę możliwości starają się omijać strefy konwekcyjne. Mimo że samoloty są projektowane z myślą o trudnych warunkach, burze mogą wywołać silną turbulencję zdolną uszkodzić strukturę maszyny, a także rzucać pasażerami po kabinie, jeśli nie są zapięci pasami. Grad stanowi kolejne zagrożenie, ponieważ może pękać szyby czołowe lub powodować problemy z silnikami. Dlatego bez względu na niedogodności dla pasażerów, załogi zawsze stawiają bezpieczeństwo na pierwszym miejscu.
Dlaczego loty mogą podrożeć?
Pokładowe radary pogodowe pozwalają załogom widzieć warunki atmosferyczne nawet do 320 mil morskich do przodu, a piloci mają też dostęp do bieżących prognoz pogody online. Problem w tym, że burze potrafią przemieszczać się bardzo szybko. Jak zauważa profesor Guy Gratton, ekspert w dziedzinie aeronautyki na Cranfield University, dostępne systemy mają charakter raczej taktyczny niż strategiczny.
W praktyce oznacza to, że piloci widzą komórki burzowe na ekranach dopiero z relatywnie niewielkiej odległości i mogą prosić o zmianę trasy, ale nie pozwala to na szczegółowe planowanie na dłuższą metę. Skutkiem są nieplanowane objazdy, które zdarzają się często dopiero w trakcie lotu, co zazwyczaj oznacza spalenie większej ilości paliwa.
Jeśli opóźnienia spowodowane burzami staną się częstsze, zdaniem Andrew Charltona samoloty będą musiały standardowo zabierać więcej paliwa na wypadek kłopotów na trasie.
Samoloty będą musiały latać dalej i będą musiały zakładać z góry, że polecą dalej – mówi Charlton.
Dla linii lotniczych paliwo jest jednym z głównych kosztów operacyjnych, więc jeśli rachunek za paliwo wzrośnie, nieuniknione jest, że zapłacą za to również pasażerowie. Intensywniejsze burze mogą też utrudnić zarządzanie ruchem lotniczym w zatłoczonych regionach, prowadząc do większej liczby opóźnień i odwołań.
Część tych problemów może jednak złagodzić nowa technologia. Zarówno Heathrow, jak i Gatwick zrezygnowały z narzucania sztywnych minimalnych odległości między lądującymi samolotami na rzecz systemu, który na bieżąco oblicza odstępy czasowe na podstawie prędkości wiatru i typu maszyny. W praktyce ma to pozwolić kontrolerom skracać odległości między lądującymi samolotami, zwłaszcza przy silnym wietrze, i sprawniej sprowadzać je na ziemię. Według NATS rozwiązanie to poprawiło już wskaźniki lądowań i znacząco zmniejszyło opóźnienia.
Powodzie mogą sparaliżować lotniska?
Silniejsze opady deszczu zwiększają też ryzyko powodzi, które w skrajnym przypadku mogą całkowicie sparaliżować pracę lotniska. Tak stało się w kwietniu 2024 roku, gdy nawalne deszcze uderzyły w lotnisko Dubai International. Port lotniczy musiał na krótko zamknąć pasy startowe, a zakłócenia trwały dwa dni. Odwołano wtedy ponad 1200 lotów, co dotknęło dziesiątki tysięcy pasażerów.
Warto jednak zauważyć, że nawet jeśli same pasy startowe pozostają suche i samoloty mogą bezpiecznie latać, pasażerowie mogą mieć problem z dotarciem na lotnisko, gdy zalane są drogi, linie kolejowe lub parkingi. Zabezpieczenie się przed takim ryzykiem bywa kosztowne. Lotnisko Gatwick, które doświadczyło poważnych podtopień w okresie świątecznym w 2013 roku, wydało w ostatnich latach dziesiątki milionów funtów na strategie ograniczania ryzyka, choć te kwoty i tak bledną przy ponad 2 miliardach funtów, które port planuje zainwestować w obecną rozbudowę.
Turbulencje w czystym powietrzu coraz częstsze
Osobnym, trudnym do przewidzenia zagrożeniem są turbulencje w czystym powietrzu. Nie da się ich zobaczyć, a wraz z ocieplaniem się klimatu zdarzają się coraz częściej. Powstają wtedy, gdy powietrze porusza się gwałtownie na dużej wysokości, bez żadnych chmur ani innych wizualnych oznak, które pozwoliłyby pilotowi je ominąć.
Dla pasażerów zwykle oznacza to jedynie odrobinę większych wstrząsów podczas lotu, ale zdarzają się też przypadki znacznie poważniejsze. 1 marca 2023 roku lot Lufthansy z Austin w Teksasie do Frankfurtu napotkał, jak opisały linie, krótką, lecz gwałtowną turbulencję. Świadkowie relacjonowali, że pasażerowie i członkowie załogi zostali rzuceni po kabinie, gdy samolot nagle stracił wysokość. Po awaryjnym lądowaniu w Waszyngtonie siedem osób trafiło do szpitala.
Choć wciąż zdarza się to rzadko, tego typu turbulencje są już zauważalnie częstsze niż dawniej i prawdopodobnie będzie ich przybywać.
Prognozy są dość ponure, mówimy o podwojeniu, potrojeniu lub jeszcze większym wzroście liczby silnych turbulencji na wielu ruchliwych trasach lotniczych na świecie – mówi Paul Williams, profesor nauk atmosferycznych na University of Reading.
Williams podaje, że liczba incydentów nad Atlantykiem Północnym wzrosła o 55 procent od 1979 roku. Mimo to pozostaje przekonany, że da się znaleźć rozwiązania, w tym poprawa prognozowania oraz wykorzystanie technologii opartej na laserach.
Rosnący poziom mórz zagraża lotniskom
Kolejnym zagrożeniem związanym ze zmianami klimatu, które może okazać się szczególnie trudne do pokonania, jest podnoszący się poziom mórz. Gdy w październiku 2012 roku huragan Sandy uderzył we wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, wywołana nim fala sztormowa zalała miasto. Dwa pasy startowe nowojorskiego lotniska LaGuardia pozostały pod wodą przez kilka dni, co uniemożliwiło wznowienie lotów nawet po ustaniu silnego wiatru.
Powodzie, które w czasach przedindustrialnych zdarzały się w rejonie Nowego Jorku raz na 500 lat, obecnie występują mniej więcej co 25 lat, a według jednego z poważnych badań do połowy wieku mogą pojawiać się nawet co 5 lat. To sprawia, że LaGuardia, zbudowana na terenach odzyskanych z zatoki Flushing Bay, jest szczególnie narażona.
Nie jest to odosobniony przypadek. Ponieważ około 40 procent światowej populacji mieszka w promieniu 100 kilometrów od wybrzeży, wiele lotnisk powstało na nisko położonych terenach nadmorskich. Według badań przeprowadzonych przez Newcastle University 269 lotnisk na świecie już teraz jest zagrożonych zalaniem z powodu podnoszącego się poziomu mórz, a liczba ta ma w przyszłości rosnąć. Wśród najbardziej narażonych wymienia się między innymi Amsterdam Schiphol, London City, Bahrain International oraz Newark Liberty International.
Wiele większych lotnisk ma już pewien poziom zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Powstrzymanie rosnącego ryzyka w najbliższym stuleciu wymaga jednak kosztownych inwestycji, budowy wałów ochronnych, podniesienia pasów startowych, a w niektórych przypadkach nawet przeniesienia całych portów lotniczych. Według raportu Newcastle University łączny koszt takich działań może sięgnąć nawet 57 miliardów dolarów, czyli około 42 miliardów funtów. Ostatecznie rachunek za te inwestycje najpewniej poniosą podatnicy albo sami podróżni.
| Zagrożenie | Skutek dla lotnisk | Przykład |
|---|---|---|
| Burze i konwekcja | Opóźnienia, przeciążenie przestrzeni powietrznej | Heathrow i Gatwick, czerwiec |
| Ulewne deszcze i powodzie | Zamknięcie pasów startowych | Dubai International, 2024 |
| Podnoszący się poziom mórz | Trwałe ryzyko zalania infrastruktury | LaGuardia, Nowy Jork |
Branża lotnicza pod presją klimatu
Sektor lotniczy sam bywa krytykowany za swój wkład w emisje odpowiedzialne za zmiany klimatu. Stoi przed niezwykle trudnym zadaniem osiągnięcia neutralności węglowej do 2050 roku, jednocześnie mierząc się z prognozowanym podwojeniem światowej floty samolotów w ciągu najbliższych dwóch dekad.
Coraz wyraźniej widać jednak, że skutki zmian klimatu odczują nie tylko linie lotnicze i lotniska, ale nieuchronnie także sami pasażerowie.
Myślę, że najlepsze, co możemy zrobić, to łagodzić skutki – mówi Andrew Charlton. Musimy zadbać o to, żeby na lotniskach było wystarczająco dużo miejsca dla osób, których loty są zakłócone i opóźnione, żeby wystarczało pokoi hotelowych, miejsc parkingowych i tak dalej.
Ostatecznie, jak dodaje Charlton, nieprzyjemne sytuacje będą zdarzać się częściej. W jego ocenie pasażerowie będą musieli po prostu zaakceptować to jako element podróżowania samolotem, z którym trzeba się liczyć planując kolejne wakacje czy podróże służbowe.

