Amerykańskie banki mają coraz większy problem z wykrywaniem transakcji powiązanych z Iranem, a administracja Trumpa naciska na instytucje finansowe w ramach nowej kampanii sankcyjnej. Teheran maskuje przepływy pieniędzy przez sieć firm fasadowych, co znacznie utrudnia namierzenie prawdziwego źródła funduszy. Eksperci ostrzegają, że bez większej czujności banków korespondencyjnych skuteczność amerykańskich działań może być ograniczona.
- Departament Skarbu USA szacuje, że przez amerykańskie banki w 2024 roku przepłynęło około 9 miliardów dolarów środków powiązanych z Iranem.
- Administracja Trumpa uruchomiła operację o nazwie Economic Outcast, mającą wywrzeć finansową presję na Iran i zakończyć trwający konflikt.
- Biały Dom ostrzega inne kraje, że utrzymywanie relacji z Iranem grozi objęciem sankcjami.
- Specjaliści od przestępczości finansowej wskazują, że sieci ukrytej bankowości są trudne do wykrycia, ale nie niemożliwe do namierzenia.
- Branża finansowa akceptuje wskaźnik fałszywych alarmów na poziomie 99 procent, co według ekspertów pokazuje słabość obecnych systemów monitoringu.
Nowa operacja wymierzona w finanse Iranu
Jak podał Wall Street Journal w sobotnim wydaniu z 5 września, amerykańskie instytucje bankowe znalazły się pod coraz silniejszą presją, by wstrzymywać wszelką aktywność finansową związaną z Iranem. Problem w tym, że wykrycie takich transakcji bywa niezwykle trudne, ponieważ Teheran od lat rozwija sieć firm przykrycia i inne metody kamuflażu przepływów pieniężnych.
Cała sytuacja rozgrywa się w cieniu nowego programu administracji Trumpa, nazwanego Economic Outcast. Kampania ta ma na celu zwiększenie presji finansowej na Iran i doprowadzenie do zakończenia trwającego konfliktu. Biały Dom poszedł nawet dalej, wysyłając ostrzeżenia do liderów innych państw, że kontynuowanie relacji gospodarczych z Teheranem może skończyć się nałożeniem sankcji.
Dlaczego skuteczność sankcji stoi pod znakiem zapytania?
Eksperci finansowi cytowani przez WSJ nie kryją jednak sceptycyzmu. Ich zdaniem realny wpływ działań Waszyngtonu może okazać się ograniczony, jeśli administracja nie zmusi banków do dokładniejszego prześwietlania relacji z bankami korespondencyjnymi. To właśnie przez te kanały najczęściej przepływają środki, których pochodzenie trudno jednoznacznie ustalić.
Departament Skarbu w zeszłym roku podał, że przez amerykańskie banki w 2024 roku przeszło około 9 miliardów dolarów funduszy powiązanych z Iranem. Niektórzy badacze zajmujący się tym krajem twierdzą, że kwota ta mogłaby być znacznie niższa, gdyby banki w Stanach Zjednoczonych działały bardziej agresywnie w zakresie identyfikacji podejrzanych operacji.
Sieci bankowości działającej w cieniu są ekstremalnie trudne do wykrycia, ale absolutnie nie jest niemożliwe śledzenie przepływów finansowych Iranu – powiedziała Elaine Dezenski, była wysoka urzędniczka Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, obecnie związana z think tankiem Foundation for Defense of Democracies. – Amerykańskie i korespondencyjne banki są w tym całkowicie zaangażowane, a presja na nie tylko rośnie.
Co robią same banki?
Instytucje finansowe w Stanach Zjednoczonych zapewniają, że ściśle współpracują z Departamentem Skarbu w kwestii sankcji. W praktyce oznacza to między innymi składanie wymaganych prawem raportów o podejrzanej aktywności, która może mieć związek z Iranem. Amerykańscy urzędnicy zazwyczaj sięgają po kary finansowe wobec banków dopiero wtedy, gdy dochodzi do poważnych zaniedbań w budowaniu programów zgodności z sankcjami lub w monitorowaniu transakcji.
Warto jednak zauważyć, że eksperci od sankcji widzą też potencjalne ryzyko związane z nadmiernym naciskiem na banki krajowe i zagraniczne. Zbyt agresywne działania mogłyby paradoksalnie ograniczyć wgląd Waszyngtonu w to, jak faktycznie wygląda sytuacja finansowa Iranu. Z drugiej strony administracja Trumpa nie ustaje w naciskach i podczas prywatnych spotkań z oficerami compliance w bankach zachęca instytucje do baczniejszej obserwacji środków napływających z tego kraju.
Jak wygląda technologia stojąca za wykrywaniem oszustw?
Miesiąc wcześniej PYMNTS przyglądał się wyzwaniom związanym z monitorowaniem podejrzanych transakcji, rozmawiając z Arim Tuchmanem, współzałożycielem firmy Quantifind. Tuchman, były badacz ze Stanfordu, wcześniej pracował nad czujnikami kwantowymi zaprojektowanymi do wykrywania śladowych ilości materiałów wybuchowych związanych z minami lądowymi. Jego zadaniem było odseparowanie niewielkich sygnałów chemicznych od zwykłych cząsteczek obecnych w atmosferze.
W podobny sposób działa Quantifind, tyle że w świecie finansów. System przeszukuje sieć powiązań towarzyszących przepływom pieniędzy, w tym kontrahentów, kadrę zarządzającą, relacje korporacyjne oraz doniesienia medialne, próbując wyłowić osobę lub podmiot, który nie powinien znajdować się w danej sieci transakcji.
Ten sposób opisania działania Quantifind dobrze obnaża to, co jest zepsute w mechanizmach przesiewania przestępczości finansowej. Banki nauczyły się bowiem bardzo skutecznie zbierać potencjalne sygnały ostrzegawcze, ale wciąż mają trudność z rozstrzygnięciem, które z nich są naprawdę istotne.
Trzeba pamiętać, że branża zakłada aż 99 procent fałszywych alarmów – powiedział Tuchman w rozmowie z Karen Webster, prezes PYMNTS. – Jaka inna branża tolerowałaby taki poziom błędu?
Ta ostatnia liczba dobrze oddaje skalę problemu, przed jakim stoją dziś banki. W praktyce oznacza to, że na każdą setkę zgłoszonych podejrzanych operacji tylko jedna okazuje się realnym zagrożeniem, co znacząco obciąża zespoły compliance i utrudnia szybkie wychwycenie rzeczywiście istotnych transakcji związanych z Iranem.

