Ray Dalio, założyciel funduszu Bridgewater Associates, zmienił zdanie na temat Bitcoina. Miliarder, który jeszcze w 2017 roku nazywał kryptowalutę bańką spekulacyjną, teraz radzi inwestorom, żeby trzymali w portfelu jej niewielką część. Jego zdaniem to sposób na ochronę przed zadłużeniem gospodarek, choć nie każdy ekspert się z tym zgadza.
- Ray Dalio w artykule opublikowanym 21 sierpnia zarekomendował inwestorom posiadanie niewielkiej ilości Bitcoina.
- Miliarder wskazuje na problemy z długiem i deficytem budżetowym w większości gospodarek jako główny argument za taką strategią.
- Dalio uważa, że pieniądz niekontrolowany przez rządy, taki jak Bitcoin, może stosunkowo dobrze radzić sobie w takich warunkach.
- Wcześniej wskazywał, że rozsądny udział Bitcoina w portfelu inwestycyjnym wynosi do 2 procent.
- Autor tekstu na fool.com, choć sam posiada Bitcoina, nie zgadza się z argumentacją Dalio dotyczącą ograniczania ryzyka.
Co zmieniło się w podejściu Dalio?
Jeszcze kilka lat temu Ray Dalio traktował Bitcoina z dużą rezerwą. W 2017 roku otwarcie nazwał go bańką i stwierdził, że nie jest to skuteczny sposób na przechowywanie wartości majątku. Tego rodzaju opinia nie była wtedy niczym zaskakującym, wielu doświadczonych inwestorów z Wall Street patrzyło na kryptowaluty z podobnym sceptycyzmem.
Z czasem stanowisko miliardera zaczęło się jednak zmieniać. W opublikowanym 21 sierpnia artykule Dalio przyznał, że warto rozważyć posiadanie w portfelu niewielkiej ilości Bitcoina. Co istotne, nie chodzi tu o entuzjazm wobec samej technologii blockchain, a raczej o obawy dotyczące stanu finansów publicznych na świecie.
Dlaczego Dalio widzi w Bitcoinie zabezpieczenie?
Argumentacja miliardera opiera się na przekonaniu, że większość gospodarek zmaga się obecnie z narastającym długiem i deficytami budżetowymi. W jego ocenie taka sytuacja stwarza ryzyko dla tradycyjnych walut, które są emitowane i kontrolowane przez rządy.
Bitcoin, jako pieniądz niezależny od jakiegokolwiek państwa, może w takim scenariuszu zachowywać się relatywnie stabilnie, a nawet zyskiwać na wartości. Dalio wielokrotnie podkreślał, że rozsądny udział kryptowaluty w portfelu inwestycyjnym nie powinien przekraczać 2 procent całości aktywów. To dość konserwatywne podejście, typowe dla inwestora, który przez dekady budował swoją pozycję na rynku funduszy hedgingowych.
Nawet posiadając Bitcoina, autor analizy z fool.com nie zgadza się z tym, że ograniczanie ryzyka jest wystarczającym powodem, żeby trzymać tę kryptowalutę w portfelu.
Dlaczego ta rekomendacja budzi wątpliwości?
Choć argumenty Dalio mogą wydawać się logiczne na pierwszy rzut oka, w praktyce sprawa nie jest tak prosta. Bitcoin, w przeciwieństwie do złota czy innych tradycyjnych aktywów uznawanych za bezpieczne przystanie, charakteryzuje się bardzo dużą zmiennością cen. W wielu przypadkach potrafi tracić kilkadziesiąt procent wartości w krótkim czasie, co nie jest typowym zachowaniem instrumentu chroniącego kapitał przed kryzysem.
Z drugiej strony, zwolennicy kryptowaluty argumentują, że jej ograniczona podaż i niezależność od decyzji banków centralnych to cechy, które w długim terminie mogą przemawiać na jej korzyść. Warto jednak pamiętać, że przekonanie o skuteczności Bitcoina jako zabezpieczenia przed inflacją czy zadłużeniem państw wciąż nie zostało jednoznacznie potwierdzone przez historię rynków.
Jak duży udział Bitcoina jest rozsądny?
Sugestia Dalio dotycząca 2 procent portfela to poziom, który wielu analityków traktuje jako punkt wyjścia do dyskusji, a nie sztywną zasadę. W zależności od profilu inwestora, jego tolerancji na ryzyko oraz horyzontu czasowego, udział kryptowalut może być inny.
Niektórzy inwestorzy decydują się na mniejszą ekspozycję, traktując Bitcoina jako dodatek spekulacyjny. Inni, wierząc mocniej w długoterminowy potencjał tego aktywa, alokują większą część swoich środków. W każdym przypadku warto sprawdzić, jak dana strategia wpisuje się w całościowy plan inwestycyjny, zamiast kierować się wyłącznie rekomendacją jednego, choćby bardzo doświadczonego, inwestora.

