Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, które porządkuje zasady podziału majątku wspólnego po rozwodzie. W wyroku z 14 lipca 2026 roku sędziowie jasno stwierdzili, że wychowanie dzieci i prowadzenie domu mają taką samą wagę jak zarobki jednego z małżonków. Sprawa dotyczyła kobiety, której były mąż domagał się aż 90 procent wspólnego majątku, tłumacząc to wyższymi dochodami.
- Sąd Najwyższy orzekł, że przy podziale majątku wspólnego liczy się nie tylko wkład finansowy, ale też praca włożona w dom i wychowanie dzieci.
- Mąż w rozpatrywanej sprawie chciał otrzymać 90 procent majątku, powołując się na swoje wyższe zarobki.
- SN stanął po stronie kobiety, uznając, że osobiste zaangażowanie w organizowanie życia domowego ma realną wartość porównywalną z pieniędzmi.
- Orzeczenie może wpłynąć na podobne sprawy rozwodowe, w których jeden z małżonków próbuje pomniejszyć udział drugiego z powodu niższych dochodów.
Co rozstrzygnął Sąd Najwyższy?
Sprawa, którą zajął się Sąd Najwyższy, dotyczyła klasycznego sporu majątkowego po rozwodzie. Mąż, który przez lata zarabiał więcej niż żona, uznał, że to on powinien otrzymać zdecydowaną większość wspólnego dobytku. Domagał się aż 90 procent majątku, argumentując to swoim wkładem finansowym w budowanie rodzinnego kapitału.
Kobieta przez ten sam czas zajmowała się domem i wychowaniem dzieci, co w jego ocenie miało mniejszą wartość niż realne dochody wnoszone do budżetu rodziny. Sąd Najwyższy nie zgodził się jednak z takim podejściem i jednoznacznie wskazał, że praca w domu to również wkład w majątek wspólny, choć trudniej go przeliczyć na konkretne kwoty.
Przy podziale majątku liczą się nie tylko osiągnięcia czysto ekonomiczne, ale również osobiste zaangażowanie w organizowanie życia domowego.
Dlaczego to orzeczenie ma znaczenie?
W praktyce wyrok Sądu Najwyższego oznacza, że osoby zajmujące się domem nie mogą być traktowane jako mniej wartościowy partner w małżeństwie tylko dlatego, że nie przynosiły wynagrodzenia z etatu. Co istotne, dotyczy to sytuacji, w których jeden z małżonków rezygnuje z kariery zawodowej lub ogranicza pracę zarobkową, aby zająć się dziećmi i codziennym funkcjonowaniem rodziny.
Z drugiej strony, sąd nie neguje znaczenia dochodów. Chodzi raczej o to, żeby oba rodzaje wkładu, czyli finansowy i organizacyjno-opiekuńczy, traktować na równi przy ustalaniu podziału majątku. W wielu przypadkach sądy rodzinne będą teraz musiały dokładniej analizować, jak wyglądał podział obowiązków w danym małżeństwie, zanim ustalą proporcje podziału.
Jakie mogą być skutki dla innych spraw rozwodowych?
Orzeczenie SN może stać się ważnym punktem odniesienia w kolejnych sprawach, w których jeden z małżonków próbuje argumentować, że wyższe zarobki powinny automatycznie przekładać się na większy udział w majątku. W praktyce oznacza to, że sądy powinny brać pod uwagę pełny obraz relacji rodzinnych, a nie wyłącznie wysokość wynagrodzeń na kontach bankowych.
Warto podkreślić, że wyrok nie wprowadza sztywnej reguły podziału pół na pół w każdej sytuacji. Wciąż wiele zależy od okoliczności konkretnej sprawy, w tym od tego, jak długo trwało małżeństwo, jak wyglądał podział obowiązków oraz czy jeden z partnerów rzeczywiście brał na siebie większość codziennych zadań związanych z domem i dziećmi.
Dla wielu osób, które od lat funkcjonowały w modelu, w którym jedna strona zarabia, a druga prowadzi dom, orzeczenie to może być sygnałem, że ich wkład zostanie dostrzeżony przez sąd, nawet jeśli nie da się go łatwo wycenić w złotówkach.

