Gdy cena litra benzyny lub oleju napędowego sięga 8 czy 9 złotych, kierowcy i politycy chętnie szukają winnych po stronie koncernów paliwowych lub właścicieli stacji. Podział ceny detalicznej na poszczególne składniki pokazuje jednak, że najwięcej z każdej złotówki trafia do budżetu państwa. Do tego dochodzą daniny ukryte w całym łańcuchu dostaw, a nie tylko podatki widoczne na paragonie.
- Budżet państwa może przejmować nawet do 60% ceny detalicznej benzyny lub oleju napędowego.
- Przy dystrybutorze kierowca płaci bezpośrednio podatek VAT oraz akcyzę.
- Składki ZUS od wynagrodzeń pracowników rafinerii to kolejna część obciążeń publicznych wliczonych w cenę paliwa.
- Daniny pojawiają się też przy energii elektrycznej zasilającej stacje i w transporcie surowca.
- Marże koncernów i właścicieli stacji stanowią mniejszą część finalnej ceny niż suma danin publicznych.
Największym odbiorcą każdej złotówki wydanej na benzynę lub olej napędowy jest budżet państwa. Łącznie z podatkami i składkami może on przejmować do 60% ceny detalicznej.
Podatki ukryte w całym łańcuchu
Wiele osób zatrzymuje się na podatkach widocznych przy tankowaniu. Tymczasem obciążenia publiczne zaczynają się znacznie wcześniej i towarzyszą paliwu na każdym etapie drogi od rafinerii do baku.
Od wynagrodzeń pracowników rafinerii odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne. Energia elektryczna zużywana przez stację paliw obciążona jest podatkiem akcyzowym od energii elektrycznej. Transport surowca i gotowego produktu wiąże się z opłatami drogowymi.
Do tego dochodzą opłaty regulacyjne, które również zasilają sektor publiczny. W efekcie finalna cena paliwa to suma marż rynkowych i szerokiej warstwy danin, które nie są widoczne na paragonie.
Dlaczego winnych szuka się gdzie indziej?
Kierowcy stojący przy dystrybutorze widzą tylko finalną cenę. Naturalnym odruchem jest zrzucanie winy na stację paliw lub koncern paliwowy, bo to ich logo widnieje na pylonie. Rzadziej mówi się o tym, jak dużą część ceny stanowią daniny publiczne.
Politycy też chętniej rozmawiają o marżach firm niż o własnych decyzjach podatkowych. W ten sposób debata o cenach paliw często omija głównego odbiorcę pieniędzy, czyli budżet państwa.
Co to oznacza dla kierowcy?
Dla osoby tankującej auto ma to praktyczne znaczenie. Obniżka marży stacji lub koncernu da jedynie ograniczony efekt, skoro większość ceny stanowią obciążenia publiczne. Znacznie silniejszy wpływ na kwotę przy dystrybutorze mają stawki VAT i akcyzy.
Z tego powodu dyskusje o cenach paliw tak często wracają do polityki fiskalnej. Bez zmiany obciążeń publicznych trudno oczekiwać trwałego spadku cen na pylonach.

