Ceny pelletu drzewnego idą w górę i budzą niepokój właścicieli kotłów. Minister energii Miłosz Motyka ocenia, że interwencja na rynku nie jest potrzebna, choć branża ostrzegała przed zimą nawet przed stawkami 4–5 tys. zł za tonę. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wskazuje na problemy systemowe i apeluje do rządu o działania, zanim nadejdzie sezon grzewczy.
- Cena pelletu sięga obecnie 2,5 tys. zł za tonę, a magazyny drzewnego surowca świecą pustkami.
- Minister energii Miłosz Motyka nie widzi potrzeby interwencji na rynku pelletu, mimo że podwyżki mocno obciążają budżety domowe.
- Z analizy UOKiK wynika, że za wzrosty odpowiada przede wszystkim większy popyt na piece na pellet, za którym nie nadąża krajowa podaż surowca.
- Z kotłów na pellet korzysta już około 450 tys. gospodarstw domowych, czyli o ponad 90 tys. więcej niż w 2023 r.
- Prezes UOKiK Tomasz Chróstny przekonuje, że rząd ma narzędzia, by ograniczyć skutki niedoborów i nie jest jeszcze za późno na reakcję.
Dlaczego pellet jest coraz droższy
Główną przyczyną wzrostu cen jest wyraźny skok popularności kotłów na pellet. W 2025 r. w programie „Czyste Powietrze” około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła dotyczyło właśnie urządzeń na pellet i drewno. To winduje popyt, z którym produkcja surowca nie może nadążyć.
Do tego dochodzą ograniczenia w imporcie z kierunków wschodnich. Mniejsza dostępność pelletu z Ukrainy i Białorusi, a także spadek sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe sprawiają, że na rynku brakuje surowca wysokiej jakości. Pellet klasy A1 powstaje przede wszystkim z trocin i resztek tartacznych, więc trudno szybko zwiększyć jego produkcję.
Rząd na razie nie planuje interwencji
Mimo widocznych podwyżek minister energii Miłosz Motyka stwierdził, że nie widzi potrzeby interwencji na rynku pelletu drzewnego. W jego ocenie ważniejsze są działania, które udrożnią import surowca do Polski.
Od tego są spotkania w naszym resorcie, w resorcie rozwoju i technologii, żeby tę sprawę związaną z importem do Polski pelletu udrożnić, szczególnie jeżeli nie możemy mówić o zwiększonej podaży surowca do produkcji pelletu na rynku – powiedział minister.
Szef resortu energii zapewnił też, że ciepłownictwo i elektroenergetyka mają wystarczające zapasy węgla na nadchodzący sezon grzewczy. Gdyby pojawiło się ryzyko braku surowca, rząd miałby je ograniczać, ale obecnie takich zagrożeń nie widać.
UOKiK wskazuje na problemy systemowe
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził, czy gwałtowne podwyżki nie były skutkiem zmowy firm lub sztucznego zawyżania cen. Analiza wykazała, że do takich nieprawidłowości nie doszło. Przyczyną wzrostu są czynniki rynkowe, przede wszystkim niedobór podaży w stosunku do rosnącego popytu.
Z ustaleń UOKiK wynika, że liczba gospodarstw domowych korzystających z kotłów na pellet wzrosła o ponad 90 tys. względem 2023 r. i obecnie sięga około 450 tys. To obciąża rynek, zwłaszcza że krajowa produkcja drewnianego surowca nie rośnie w podobnym tempie.
Nasza analiza jednoznacznie wskazuje, że przyczyną wzrostu cen pelletu są problemy systemowe, w szczególności niedostosowanie podaży pelletu z krajowych zasobów do popularności pieców na drewno, w tym dofinansowanych z programu Czyste Powietrze – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Prezes dodał, że rząd dysponuje narzędziami, które mogą złagodzić skutki kryzysu, zwłaszcza Ministerstwo Energii oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska nadzorujące Lasy Państwowe. Jego zdaniem nie jest jeszcze za późno na działania.
Wysokie ceny mogą zostać na dłużej
Branża jeszcze przed zimą ostrzegała, że cena za tonę pelletu może dojść do 4–5 tys. zł. Obecne stawki sięgają 2,5 tys. zł, ale magazyny już teraz pustoszeją. Eksperci nie wykluczają, że wysokie koszty ogrzewania utrzymają się dłużej, szczególnie jeśli podaż nie zostanie szybko uzupełniona importem.
W praktyce oznacza to, że właściciele kotłów na pellet muszą liczyć się z większymi wydatkami przed sezonem grzewczym. Warto sprawdzić lokalne ceny i nie zwlekać z zakupem zapasów, bo dostępność surowca może być ograniczona. Jednocześnie zapowiedzi resortów dają nadzieję na poprawę w dłuższej perspektywie, choć konkretne decyzje jeszcze nie zapadły.

